Nadszedł czas na znalezienie drogi do celu naszej wyprawy
- siedliska kormoranów.
Nigdzie nie ma żadnych dróżek, więc przedzieramy się przez gąszcz
krzaków. Z daleka słychać już odgłosy kormoranów na drzewach.
Wreszcie jesteśmy na miejscu.
Widok niesamowity - kikuty drzew, poszycie leśne bez roślinności,
wszędzie zaduch rozkładających się resztek ryb i ptasich odchodów.
Niestety, co chwilę z góry spada kolejna ich porcja. Czasami wprost na
nas. Dziwne, ale było to zupełnie przeżroczyste, jak woda.
Spoglądając w górę widzi się w koronach drzew gniazda
rozmieszczone tuż obok siebie, kormoranom widocznie nie przeszkadza
sąsiedztwo drugiego gniazda.
W gniazdach młode ptaki - rodzice co chwilę nadlatują z
rybą w dziobie.
Pod drzewami leżało mnóstwo takich niedojedzonych ryb,
które prawdopodobnie wypadały z dziobów młodych, nieostrożnych
kormoranów.